Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cordoba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cordoba. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 czerwca 2012

hitchin' back


wróciłam.
ale jaki to był powrót..:)



Cordoba
po kolacji pożegnalnej, która dzięki pomocy Juana nie była katastrofą, a skończyła się grupowym senkiem na tarasie, i po częściowym ogarnięciu rozpierdzielnika, który powstał w mieszkaniu dzięki ww. wydarzeniu, ze łzami w oczach pożegnałam się ze współlokatorami. odprowadzili mnie na sam próg i nawet machali rączką, dopóki nie znikłam z moim plecaczkiem za winklem (pewnie chcieli się upewnić, czy aby na pewno sobie pójdę).
smutno się żegnać i nie-smutno ruszać dalej w świat..

wydostanie się z Cordoby zajęło ok. 2h. -.-

pierwszy stop, pocieszne małżeństwo, których syn właśnie podróżował podobnie jak ja, tyle że w Ameryce Południowej.
to już wiem, że będzie dobrze.

czwartek, 31 maja 2012

najwyższy czas!




czas iść dalej.
chociaż jakoś tak smutno czasem, to nie oszukujmy się, Cordoba jest jednym z najnudniejszych miejsc na świecie!
piękna i cudowna, nie można jej tego odmówić.
piękna na emeryturę.

piątek, 18 maja 2012

Semana Santa, czyli zabieram rodzinę do Maroka

dużo by pisać.
niech stanie więc na tym, że odwiedziła mnie w kwietniu Szanowna Familia w składzie Mama Krystyna, Tata Andrzej i Fośka, co skrzętnie udokumentowałam - i zamieszczam z tego tytułu kilka zdjęć.

tragiczne zwroty akcji, które towarzyszyły temu wydarzeniu pozwolę sobie przemilczeć.

^^


środa, 9 maja 2012

nieustające wakacje

czas płynie tak szybko, dni mijają niepostrzeżenie jeden za drugim.

ostatnie tygodnie były wspaniałe.
spotkania i ważne rozmowy, dzięki którym lepiej wiem czego chcę i co zrobić z podarowanym mi czasem. odważniej spełniać marzenia. widzieć dalej i więcej.
jakkolwiek banalnie to brzmi. ale poznałam ludzi wcale niebanalnych, fascynujących, inspirujących. pełnych życia.

dobrze jest:) chociaż wciąż wstaję z przekleństwem na ustach, że znów zaspałam, to zaraz potem uśmiecham się i.. hm. przecież obowiązkowe zajęcia mam tylko 2 razy w tygodniu o 19 :D


taka prawda, że za wiele tu do roboty nie mam; po walce z sekretarą, która łaskawie (!) przyjęła moje podanie, kochany pan dziekan zgodził się zaliczyć mi punkty z przedmiotów z trzeciego roku, które nadrobiłam na drugim i teraz mam właśnie tylko ten angielski 2x w tygodniu..^^ oczywiście zamiast sprawdzić to od razu w styczniu, zadzwoniłam dopiero po 2 miesiącach stresu, że tyle beznadziejnych zajęć, i to po hiszpańsku...
i co ważne, mam stypendium!!! dowiedziałam się w Meknesie, w Maroku i depresja skończyła się jak ręką odjął :D w sumie skończyła się już wcześniej, sam wyjazd do Maroka na 3 tygodnie zmienił mnie - każdy dzień tam był tak piękny, że nie sposób było nie być po prostu szczęśliwym.
tak. jednak teraz nie muszę już liczyć każdego eurocenta wydanego w Dii - robię to nadal, ale hobbystycznie ;P wcześniej też nie musiałam, oczywiście bez przesady, ale na pewno nie przyjechałabym tutaj drugi raz nie mając od początku stypendium - trochę zniszczyło to moją psychikę w pierwszym semestrze.


a jako że mam teraz opór kasy, to mogę.. jechać do Chin!!

san fernando 31, 1



naprawdę już nie wierzyłam, że będę kiedyś mieszkać z ludźmi, z którymi będziemy się chociaż w miarę normalnie dogadywać.. żeby chociaż na siebie krzywo nie patrzeć, a nawet odezwać się od czasu do czasu..

a może właśnie to dlatego teraz jest inaczej, bo nie tylko ja jestem INNA, każdy z nas jest INNY... :D
Juan, Agathe, Aga i Yealim. Antek zamknął się w swoim pokoju z obawy, że też zostanie wysmarowany :D

sobota, 21 stycznia 2012

tus anuncios, czyli o gorących Hiszpankach


z życia codziennego w Cordobie:

otwiera sobie człowiek rano poważaną gazetę, a tam...


ogłoszenia dały tylko baby. może to nic dziwnego, normalnie nie czytam tej rubryki.. :D

(trzecie od dołu po prawej powinno być "starsza", a nie "wyższa")

środa, 28 grudnia 2011

Portugalia 1.2


portugalski hit ostatnich dni

Niedługo po naszym powrocie z Sevilli odwiedzili nas poznani w Lizbonie
..Celso..
..i Daniel.
jako że zostali przywitani chlebem i solą oraz wódką mieli powody do radości ;p
jednego z wieczorów przybył też Rafa z Jaen.
na drugim planie Kasia ze swoim prezentem urodzinowym od Celso i Daniela:)



z okazji ich wizyty udaliśmy się pod Cordobę zwiedzić Medinę Azaharę, czyli jakieś ruiny.
jakieś ruiny (myślałam, że będzie to tylko kupa gruzu) okazały się całkiem sporymi pozostałościami po istniejącym tu kiedyś mieście..



piątek, 2 grudnia 2011

listopadowo po raz drugi




tydzień po powrocie z Lizbony przyjechał do nas nasz host z Gibraltaru ze swoim kolegą Hiszpanem.
długo by opowiadać, tyle, że zakończyło się to tragedią.
przez dwa wieczory moje Hiszpanki nie mogły przesiadywać i oglądać swoich seriali w salonie (przy czym piły z nami, a za drugim razem gdzieś wyszły), co okazało się być dla nich traumatycznym przeżyciem.
w związku z tym raczej nie mogę mieć gości.
w związku z tym chcę się przeprowadzić na drugi semestr. :)

poniedziałek, 28 listopada 2011

jesienn

nnie


zapomniałam trochę o Cordobie.


ale ona ciągle tutaj jest, a ja w niej. siedzę. i jem. i rosnę.
i tak niepostrzeżenie minął sobie listopad..

dziękuję za uwagę.



sobota, 29 października 2011

Gibraltar!


ale najpierw...

kilka zdjęć po naszym powrocie z Granady miesiąc temu :
(gdyż weseli i rześcy udaliśmy się zwiedzać Cordobę)







wtorek, 25 października 2011

mi vida en Córdoba

czas wreszcie opisać trochę moje życie tutaj, mieszkam wszak w Cordobie już 1,5 miesiąca.
(z tygodniową przerwą na Maroko)

pierwsze 3 tygodnie po powrocie z Maroka były trochę straconym czasem (o pierwszym tygodniu po przyjeździe nie wspominając^^), bo niewiele rozumiałam przez andaluzyjski akcent tutejszych Hiszpanów, a jak już zaczęłam trochę kojarzyć to i tak nie mogłam się z nimi porozumieć przez mój żałobny hiszpański : )
oczywiście w czasie wakacji ani razu nie zajrzałam do książek :) zapomniałam końcówki we wszystkich czasach i mówiłam głównie "Aga jeść, Aga iść" itp. ^^ próbowałam się tak porozumiewać raczej tylko z moimi współlokatorkami, bo wstyd przed innymi ludźmi tak kaleczyć ich język. (choć oczywiście wiem, że inaczej nigdy nie będę robić postępów) właściwie przed nimi też było mi wstyd, więc mówiłyśmy częściej po angielsku; jak wspominałam ich angielski był początkowo tak jak mój hiszpański, ale jakoś sobie przypomniały i szło nam coraz lepiej : ) zresztą jedna z nich studiuje anglistykę, ale cóż, umówmy się- wiele dzieci w naszych gimnazjach mówi lepiej niż ona ;P ale z Ainoa mogę przynajmniej w miarę swobodnie rozmawiać.

tak czy siak bardzo ważna sprawa! jak wyglądają moje współlokatorki???
ku uciesze wszystkich o to pytających oraz osoby zdaje się najbardziej zainteresowanej sprawą (Wujo pozdrawiam!) - oto one:


Graciela, Ainoa i Inma

środa, 14 września 2011

hola?

11 sierpnia, niedziela

niedzielę rozpoczęłam od uroczystego śniadania za 1,5 euro (2 tosty, sok i kakao) w barze przy hostelu. następnie udałam się do kościoła, gdzie ksiądz odprawił mszę w ekspresowym tempie 35 minut. mogłabym przystąpić do kontynuacji radosnego poszukiwania mieszkania, ale dzień wcześniej murzynek w hostelu powiedział mi, że nie ma miejsc na dzisiejszą noc, także byłam przygotowana na kolejne szukanie noclegu przez 2 godziny. kiedy już zwaliłam się na dół ze swoimi walizami, okazało się, że ktoś zrezygnował i mają miejsce. zmieniając pokój z 7osobowego dormitorium damsko-męskiego na 3osobowy pokój tylko dla bab, płaciłam teraz 15 euro ( za 7os. 17 euro). zrozum Hiszpanów..

polazłam do dzielnicy Ciudad Jardin, niedaleko centrum i niedaleko uniwersytetów, mieszkają tam studenci i jest dużo ogłoszeń. tutaj raczej nie daje się ogłoszeń w internecie, tylko rozwiesza na ulicy. pozbierałam sporo karteczek z numerami i zaczęłam dzwonić, ale było to daremne, bo prawie nie mówię po hiszpańsku ^^. udało mi się kilka razy zrozumieć, że już zajęte, albo że szukają od razu kilku osób. standardem jest tu, że w mieszkaniu są 2 łazienki (nie kibel i łazienka, ale dwie łazienki!)- trochę dziwne; praktycznie wszystkie mieszkania mają też osobny salon. Oczywistością jest, że każdy ma swój pokój, nie tak jak u nas pokoje przeważnie są 2-osobowe, czasem 3os. czy więcej. :D

wtorek, 13 września 2011

pamiętniczek z Hiszpanii..

..czas zacząć prowadzić.
dla mamy, taty, misiów-pysiów.
oraz dla lansu, wiadomo.



słowem wprowadzenia pragnę zwierzyć się, iż ekskurs ten zaaranżowany został przez Wielce Szanowny O Jakże Uczony Uniwersytet Ekonomiczny z Krakowa. zaaranżowanie polegało na tym, że UEK ma podpisaną umowę wymiany studenckiej z uczelnią w Kordobie. jako że okazałam się być zbyt tępa, nie dostałam stypendium- znaczna większość ludzi dostała, ale niestety są też tacy którzy nie uświadczyli. trochę tego nie rozumiem, ale wielu rzeczy które się tam dzieją nie rozumiem, być może z czasem zostanie mi to dane.
jednak może przez fakt ten powinnam zmienić nazwę wycieczki na DZIADING W HISZPANII ?
uwidzimy.
tymczasem sponsorem pozostaje pragnący zachować anonimowość Pan Tata Andrzej. pozdrawiam!