Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erasmus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą erasmus. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 maja 2012

najwyższy czas!




czas iść dalej.
chociaż jakoś tak smutno czasem, to nie oszukujmy się, Cordoba jest jednym z najnudniejszych miejsc na świecie!
piękna i cudowna, nie można jej tego odmówić.
piękna na emeryturę.

środa, 9 maja 2012

nieustające wakacje

czas płynie tak szybko, dni mijają niepostrzeżenie jeden za drugim.

ostatnie tygodnie były wspaniałe.
spotkania i ważne rozmowy, dzięki którym lepiej wiem czego chcę i co zrobić z podarowanym mi czasem. odważniej spełniać marzenia. widzieć dalej i więcej.
jakkolwiek banalnie to brzmi. ale poznałam ludzi wcale niebanalnych, fascynujących, inspirujących. pełnych życia.

dobrze jest:) chociaż wciąż wstaję z przekleństwem na ustach, że znów zaspałam, to zaraz potem uśmiecham się i.. hm. przecież obowiązkowe zajęcia mam tylko 2 razy w tygodniu o 19 :D


taka prawda, że za wiele tu do roboty nie mam; po walce z sekretarą, która łaskawie (!) przyjęła moje podanie, kochany pan dziekan zgodził się zaliczyć mi punkty z przedmiotów z trzeciego roku, które nadrobiłam na drugim i teraz mam właśnie tylko ten angielski 2x w tygodniu..^^ oczywiście zamiast sprawdzić to od razu w styczniu, zadzwoniłam dopiero po 2 miesiącach stresu, że tyle beznadziejnych zajęć, i to po hiszpańsku...
i co ważne, mam stypendium!!! dowiedziałam się w Meknesie, w Maroku i depresja skończyła się jak ręką odjął :D w sumie skończyła się już wcześniej, sam wyjazd do Maroka na 3 tygodnie zmienił mnie - każdy dzień tam był tak piękny, że nie sposób było nie być po prostu szczęśliwym.
tak. jednak teraz nie muszę już liczyć każdego eurocenta wydanego w Dii - robię to nadal, ale hobbystycznie ;P wcześniej też nie musiałam, oczywiście bez przesady, ale na pewno nie przyjechałabym tutaj drugi raz nie mając od początku stypendium - trochę zniszczyło to moją psychikę w pierwszym semestrze.


a jako że mam teraz opór kasy, to mogę.. jechać do Chin!!

san fernando 31, 1



naprawdę już nie wierzyłam, że będę kiedyś mieszkać z ludźmi, z którymi będziemy się chociaż w miarę normalnie dogadywać.. żeby chociaż na siebie krzywo nie patrzeć, a nawet odezwać się od czasu do czasu..

a może właśnie to dlatego teraz jest inaczej, bo nie tylko ja jestem INNA, każdy z nas jest INNY... :D
Juan, Agathe, Aga i Yealim. Antek zamknął się w swoim pokoju z obawy, że też zostanie wysmarowany :D

poniedziałek, 12 grudnia 2011

McSevilla i duże frytki



kryzys kryzysem, ale świętować trzeba. 6. i 8. grudnia to kolejne wolne dni w Hiszpanii nazywane "puente" - czyli most. jako że w tym roku przypadły na wtorek i czwartek chciałyśmy jechać już w piątek 2 grudnia do Walencji- ja z Renatą, a Kasia ze swoją współlokatorką Zosią. ostatecznie jednak w piątek były jakieś imprezy, więc zostałyśmy w Cordobie i stwierdziłyśmy, że Walencja daleko...
że może będzie padać...
że może trzeba wrócić w poniedziałek na hiszpański i nie opłaca się tyle jechać...
stanęło więc na wycieczce do Sevilli.

jako że Renata ma znajomych chyba w połowie hiszpańskich miast ;) mogłyśmy spać u jej kolegi, Darka. tyle że po imprezie wstałyśmy w sobotę koło 13 (ok, ja o 14) i nie wiem czy kiedyś później zaczynałam łapać stopa - na wyjeździe byłyśmy koło 16.. zresztą Kasia i Zosia nie były wiele szybsze ;p
prawie od razu złapałyśmy jakichś 3 gości, nie dogadałyśmy się do końca i zawieźli nas... na kolejny wyjazd z Cordoby oO chcieli nas po prostu przewieźć kawałek - super. to było trochę gorsze miejsce, stałyśmy 3 godziny i już zastanawiałyśmy się nad powrotem (co zaiste byłoby smutne), zwłaszcza że Hiszpanie to często żałosne chamy, pokazują środkowy palec lub jeszcze inne znaki, drą mordy z samochodu czego i tak (na szczęście) nie da się zrozumieć, udają że się zatrzymują i odjeżdżają, mając przy tym ubaw życia... dzicz.
w końcu jednak zatrzymały się 3 dziewczyny, Brazylijki, które są na wymianie w Barcelonie, ale korzystając z puente zwiedzały Hiszpanię wypożyczonym samochodem. (wiadomo - jeśli zatrzymuje się ktoś w Hiszpanii to na 50% nie będzie to Hiszpan.. dzicz ma pełne gacie i boi się zabierać autostopowiczów, nawet jeśli to 2 dziewczyny.. ;P)

tak czy inaczej dotarłyśmy do Sevilli, która, w przeciwieństwie do Cordoby była już ozdobiona świątecznie, a przez ulice przewalały się takie tłumy, że nie dało się przejść.. +wszędzie pełno drącego się bachorstwa, gr :P

wtorek, 6 grudnia 2011

Jaén


w weekend 19/20 listopada wybrałyśmy się z Kasią do Jaén, niewielkiego miasta ok. 108 km na wschód od Cordoby.

dotarłyśmy dość szybko poruszając się głównie carreterami i podziwiając po drodze oliwki dojrzewające na polach.. w powietrzu czuć było specyficzny zapach oliwy.
prowincja Jaén to najbogatszy w gaje oliwne region Hiszpanii i zarazem największy światowy producent oliwy z oliwek.

z centrum odebrał nas nasz host Rafa, a jako że mieszka w dzielnicy La Magdalena, tak wygląda widok z jego mieszkania:)


nie tracąc czasu poszłyśmy na spacer..

piątek, 2 grudnia 2011

listopadowo po raz drugi




tydzień po powrocie z Lizbony przyjechał do nas nasz host z Gibraltaru ze swoim kolegą Hiszpanem.
długo by opowiadać, tyle, że zakończyło się to tragedią.
przez dwa wieczory moje Hiszpanki nie mogły przesiadywać i oglądać swoich seriali w salonie (przy czym piły z nami, a za drugim razem gdzieś wyszły), co okazało się być dla nich traumatycznym przeżyciem.
w związku z tym raczej nie mogę mieć gości.
w związku z tym chcę się przeprowadzić na drugi semestr. :)

poniedziałek, 28 listopada 2011

jesienn

nnie


zapomniałam trochę o Cordobie.


ale ona ciągle tutaj jest, a ja w niej. siedzę. i jem. i rosnę.
i tak niepostrzeżenie minął sobie listopad..

dziękuję za uwagę.



sobota, 29 października 2011

Gibraltar!


ale najpierw...

kilka zdjęć po naszym powrocie z Granady miesiąc temu :
(gdyż weseli i rześcy udaliśmy się zwiedzać Cordobę)







wtorek, 25 października 2011

mi vida en Córdoba

czas wreszcie opisać trochę moje życie tutaj, mieszkam wszak w Cordobie już 1,5 miesiąca.
(z tygodniową przerwą na Maroko)

pierwsze 3 tygodnie po powrocie z Maroka były trochę straconym czasem (o pierwszym tygodniu po przyjeździe nie wspominając^^), bo niewiele rozumiałam przez andaluzyjski akcent tutejszych Hiszpanów, a jak już zaczęłam trochę kojarzyć to i tak nie mogłam się z nimi porozumieć przez mój żałobny hiszpański : )
oczywiście w czasie wakacji ani razu nie zajrzałam do książek :) zapomniałam końcówki we wszystkich czasach i mówiłam głównie "Aga jeść, Aga iść" itp. ^^ próbowałam się tak porozumiewać raczej tylko z moimi współlokatorkami, bo wstyd przed innymi ludźmi tak kaleczyć ich język. (choć oczywiście wiem, że inaczej nigdy nie będę robić postępów) właściwie przed nimi też było mi wstyd, więc mówiłyśmy częściej po angielsku; jak wspominałam ich angielski był początkowo tak jak mój hiszpański, ale jakoś sobie przypomniały i szło nam coraz lepiej : ) zresztą jedna z nich studiuje anglistykę, ale cóż, umówmy się- wiele dzieci w naszych gimnazjach mówi lepiej niż ona ;P ale z Ainoa mogę przynajmniej w miarę swobodnie rozmawiać.

tak czy siak bardzo ważna sprawa! jak wyglądają moje współlokatorki???
ku uciesze wszystkich o to pytających oraz osoby zdaje się najbardziej zainteresowanej sprawą (Wujo pozdrawiam!) - oto one:


Graciela, Ainoa i Inma

niedziela, 16 października 2011

it's tragedy, czyli wycieczka do Granady


ojojoj dawno mnie tu nie było!

poprzedni post również trochę mnie wykończył ^^ a teraz kiedy chciałam wreszcie coś napisać to albo znów trzeba było iść na imprezę albo internet tak się ciął (i tnie nadal!), że można oszaleć.

dojazd stopem z madryckiego Barajas nie należał do najłatwiejszych, myślałam, że pójdzie szybciej, ale w końcu francuscy wycieczkowicze podwieźli mnie spory kawał do samej Cordoby.

w której nic się nie działo.


siedziałam więc w mieszkaniu sfrustrowana nieco internetem, chodziłam do szkoły - zajęcia zaczęły się już niby 21 września, ale połowa była odwoływana, także trochę sobie pokrążyłam.
do szkoły mam 15 minut, dlatego zawsze wychodzę za 10 i biegnę i się spóźniam.. :)

jakieś party erasmusowe pewnie były czy spotkania... kolacja za 7 euro- kiedy pomyślałam, że wreszcie się zaczyna, okazało się, że już się kończy.. oO

ok. po kilku dniach przyjechali Kasia z Wojtkiem i odbyliśmy jedną z najgorszych wycieczek EVER - do Granady ^^

dlaczego najgorszych?
samo miasto jakoś bez szału jak to wszyscy (!!) emocjonują się, że Granada to najpiękniejsze miasto w Hiszpanii... jednak prawda, że byliśmy tam tylko klika godzin, nie widzieliśmy wszystkiego, do tego pewnie w nocy jest tam dużo ładniej... ale po prostu bez szału jak dla mnie.
statusu najgorszej wycieczki nie otrzymuje jednak przez wzgląd na ów spacer po mieście, ale przez wzgląd na jeden z najtragiczniejszych powrotów. powroty bowiem w 80% bywają w moim przypadku tragiczne, jednak noc spędzona w ciemnej andaluzyjskiej dupie na ciężarówce, gdzie ukrywałyśmy się z Renatą przed krążącymi Cyganami uważam za jedną z naprawdę naj!-gor!-szych! ^^



ale od początku.
otóż podzieliliśmy się i Kasia miała jechać z Wojtkiem, a ja z koleżanką z Erasmusa, Renatą. bladym świtem, czyli około 9 (można rzec, że to tutaj blady świt, bo Słońce wschodzi dopiero koło 8.30 - dziwne) pocisnęliśmy wesoło do wyjazdu z miasta, zajęło nam to około godzinę.
zdecydowaliśmy się jechać drogą lokalną, nie autostradą, bo to najkrótsza trasa; poza tym chciałam uniknąć zmieniania autostrady, jeśli ktoś akurat nie skręcałby tam gdzie my, musielibyśmy biegać po autostradzie, a jakoś niespecjalnie mi się chciało.

poszło całkiem nieźle, Wojtek i Kasia złapali po 5 min prosto do Granady, my z Renatą z 2 przesiadkami, ale 2. samochód sam się zatrzymał, bo gość widział nas jak ładujemy się pod Cordobą, a 3. złapany w ostatniej chwili - szłyśmy na miejsce do łapania, ale kiedy zobaczyłam TO:


..wyciągnęłam rękę praktycznie kiedy już nas minął, ale udało się! :D

miły pan podwiózł nas do centrum Granady.
znalazłyśmy informację turystyczną, gdzie wzięłyśmy mapkę i poszłyśmy (a raczej wspięłyśmy się) pod Alhambrę - główny zabytek Granady, wielki i przepiękny (podobno) zespół pałacowy z XIII wieku, rozbudowany przez Arabów w XIV wieku. Alhambra była ostatnim punktem oparcia Arabów w Hiszpanii, czyli została zdobyta w 1492 roku. Oczywiście jest wpisana na Listę UNESCO.


środa, 14 września 2011

hola?

11 sierpnia, niedziela

niedzielę rozpoczęłam od uroczystego śniadania za 1,5 euro (2 tosty, sok i kakao) w barze przy hostelu. następnie udałam się do kościoła, gdzie ksiądz odprawił mszę w ekspresowym tempie 35 minut. mogłabym przystąpić do kontynuacji radosnego poszukiwania mieszkania, ale dzień wcześniej murzynek w hostelu powiedział mi, że nie ma miejsc na dzisiejszą noc, także byłam przygotowana na kolejne szukanie noclegu przez 2 godziny. kiedy już zwaliłam się na dół ze swoimi walizami, okazało się, że ktoś zrezygnował i mają miejsce. zmieniając pokój z 7osobowego dormitorium damsko-męskiego na 3osobowy pokój tylko dla bab, płaciłam teraz 15 euro ( za 7os. 17 euro). zrozum Hiszpanów..

polazłam do dzielnicy Ciudad Jardin, niedaleko centrum i niedaleko uniwersytetów, mieszkają tam studenci i jest dużo ogłoszeń. tutaj raczej nie daje się ogłoszeń w internecie, tylko rozwiesza na ulicy. pozbierałam sporo karteczek z numerami i zaczęłam dzwonić, ale było to daremne, bo prawie nie mówię po hiszpańsku ^^. udało mi się kilka razy zrozumieć, że już zajęte, albo że szukają od razu kilku osób. standardem jest tu, że w mieszkaniu są 2 łazienki (nie kibel i łazienka, ale dwie łazienki!)- trochę dziwne; praktycznie wszystkie mieszkania mają też osobny salon. Oczywistością jest, że każdy ma swój pokój, nie tak jak u nas pokoje przeważnie są 2-osobowe, czasem 3os. czy więcej. :D

wtorek, 13 września 2011

pamiętniczek z Hiszpanii..

..czas zacząć prowadzić.
dla mamy, taty, misiów-pysiów.
oraz dla lansu, wiadomo.



słowem wprowadzenia pragnę zwierzyć się, iż ekskurs ten zaaranżowany został przez Wielce Szanowny O Jakże Uczony Uniwersytet Ekonomiczny z Krakowa. zaaranżowanie polegało na tym, że UEK ma podpisaną umowę wymiany studenckiej z uczelnią w Kordobie. jako że okazałam się być zbyt tępa, nie dostałam stypendium- znaczna większość ludzi dostała, ale niestety są też tacy którzy nie uświadczyli. trochę tego nie rozumiem, ale wielu rzeczy które się tam dzieją nie rozumiem, być może z czasem zostanie mi to dane.
jednak może przez fakt ten powinnam zmienić nazwę wycieczki na DZIADING W HISZPANII ?
uwidzimy.
tymczasem sponsorem pozostaje pragnący zachować anonimowość Pan Tata Andrzej. pozdrawiam!