Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sevilla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sevilla. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 kwietnia 2012

post się skończył, czas na karnawał!

czyli skoro kwiecień pełną gębą, postanowiłam wrzucić trochę zdjęć z lutego^^

po powrocie z Maroka udaliśmy się bowiem do Cádiz, uświadczyć osławionego karnawału..
schronienie i doborowe towarzystwo znaleźliśmy przez CS – zatrzymaliśmy się u Kasi, która jest w Cadiz na Erazmusie i dzięki niej mogliśmy nie tylko zobaczyć czym jest karnawał, ale też poznać studenckie życie w tym mieście:)



położone nad oceanem, z plażą przy samym centrum jest też miastem surferów:)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

McSevilla i duże frytki



kryzys kryzysem, ale świętować trzeba. 6. i 8. grudnia to kolejne wolne dni w Hiszpanii nazywane "puente" - czyli most. jako że w tym roku przypadły na wtorek i czwartek chciałyśmy jechać już w piątek 2 grudnia do Walencji- ja z Renatą, a Kasia ze swoją współlokatorką Zosią. ostatecznie jednak w piątek były jakieś imprezy, więc zostałyśmy w Cordobie i stwierdziłyśmy, że Walencja daleko...
że może będzie padać...
że może trzeba wrócić w poniedziałek na hiszpański i nie opłaca się tyle jechać...
stanęło więc na wycieczce do Sevilli.

jako że Renata ma znajomych chyba w połowie hiszpańskich miast ;) mogłyśmy spać u jej kolegi, Darka. tyle że po imprezie wstałyśmy w sobotę koło 13 (ok, ja o 14) i nie wiem czy kiedyś później zaczynałam łapać stopa - na wyjeździe byłyśmy koło 16.. zresztą Kasia i Zosia nie były wiele szybsze ;p
prawie od razu złapałyśmy jakichś 3 gości, nie dogadałyśmy się do końca i zawieźli nas... na kolejny wyjazd z Cordoby oO chcieli nas po prostu przewieźć kawałek - super. to było trochę gorsze miejsce, stałyśmy 3 godziny i już zastanawiałyśmy się nad powrotem (co zaiste byłoby smutne), zwłaszcza że Hiszpanie to często żałosne chamy, pokazują środkowy palec lub jeszcze inne znaki, drą mordy z samochodu czego i tak (na szczęście) nie da się zrozumieć, udają że się zatrzymują i odjeżdżają, mając przy tym ubaw życia... dzicz.
w końcu jednak zatrzymały się 3 dziewczyny, Brazylijki, które są na wymianie w Barcelonie, ale korzystając z puente zwiedzały Hiszpanię wypożyczonym samochodem. (wiadomo - jeśli zatrzymuje się ktoś w Hiszpanii to na 50% nie będzie to Hiszpan.. dzicz ma pełne gacie i boi się zabierać autostopowiczów, nawet jeśli to 2 dziewczyny.. ;P)

tak czy inaczej dotarłyśmy do Sevilli, która, w przeciwieństwie do Cordoby była już ozdobiona świątecznie, a przez ulice przewalały się takie tłumy, że nie dało się przejść.. +wszędzie pełno drącego się bachorstwa, gr :P

środa, 9 listopada 2011

cudownie, najlepiej, najwspanialej



...czyli witaj Portugalio!! :D


a konkretnie Lizbono.


…tylko Lizbono- bo miałyśmy do dyspozycji jedynie 4 dni wolnego (Wszystkich Świętych przypadło we wtorek, a w poniedziałek brak ważnych zajęć:) właściwie Kasia chciała zostać do środy, ale ja jako fest pilny student wolałam jednak wrócić

…i nie tylko Lizbono- bo nasi hości z CS okazali się tak kochani, że zrobili nam dwie wycieczki w bliższe i dalsze okolice stolicy:)





w Portugalii zakochałam się już 4 lata temu, podczas pierwszej wyprawy stopem zagranicę. nie umiem tego wytłumaczyć, po prostu czuję się tam dobrze, bardzo dobrze. klimat nad oceanem jest inny niż nad morzem; patrząc na ocean czuje się jakąś jego siłę, moc, potęgę, która porywa. dostojną przestrzeń niezmierzonej głębi.


i z jednej strony boisz się tej potęgi, a z drugiej chcesz zamknąć oczy i pozwolić jej porwać się, pochłonąć, zawładnąć tobą… zobaczyć ten zupełnie inny świat, jego odmienność, drapieżność i piękno. ukołysać się w jego niebieskości do snu.


..tymczasem otwierasz oczy. jesteś dalej na plaży z mnóstwem wyrzuconych na brzeg muszelek, krabów, meduz, alg, śmieci i ośmiornic. mewy przechadzają się obok, zostawiając ślady płetw na piasku.


nie należysz do tego niezgłębionego świata, możesz tylko zamoczyć w nim palce stóp, możesz tylko stać na brzegu i patrzeć.


tak czasem sobie myślę. jeśli akurat nie biegam po plaży zbierając muszelki albo robiąc zdjęcia krabom.





tymczasem oto foto-relacja z wyprawy:

w ciemnej dupie, czyli kolejny stop do następnego zjazdu z autostrady, po którym nikt nie wjeżdżał...
przez imprezę dnia poprzedniego oraz moje nieogarnięcie transportu w Cordobie zaczęłyśmy łapać stopa dopiero po 12... -  przecież Cordoba-Lizbona to tylko z 500-600 km ^^