Pokazywanie postów oznaczonych etykietą russia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą russia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 września 2014

wyprawa Chiny 2012 - cz. 2: Transsybir i Bajkał

Tak jak pisałam wcześniej, po dotarciu i zwiedzeniu Moskwy na 4 i pół dnia załadowaliśmy się do pociągu by przebyć trasę Moskwa - Irkuck legendarną Koleją Transsyberyjską.

I jest biljet! Odebrany w kasie po podaniu numeru rezerwacji i zdaje się potwierdzenia zapłaty. Dla zainteresowanych: kosztował około 500 zł.

niedziela, 31 marca 2013

wyprawa Chiny 2012 - cz.1: Rosja

hmm jakby to powiedzieć...troszkę się zapuściłam z tym blogiem, ale tak to w życiu czasem bywa.
do rzeczy zatem.


2 miesiące, równe 2 miesiące zajęła nam ta wyprawa.

od czego by tu zacząć?
może tradycyjnie od przygotowań.
szczepić się na szczęście na nic już nie musiałam, zresztą w żadnym z tych krajów (Rosja, Mongolia, Chiny) nie ma szczepień obowiązkowych, ale przy podróżach w te rejony dobrze zaszczepić się na dur brzuszny, polio, błonicę, tężec i wzw a.

co dalej?
ambasady! czyli tragiczne chwile wypełniania papierów, wycieczek po Polsce i nerwów w kolejce. oraz oczywiście mnóstwo wydanej na to kasy.

Mongolia
ambasada w Warszawie
70 euro (wiza dwukrotnego wjazdu; wiza jednokrotnego wjazdu kosztuje 60 euro)
czekaliśmy tydzień
ogólnie rzecz biorąc dziwna historia. w sumie progu ambasady nawet nie dane nam było przekroczyć, wejście bowiem strzeżone było przez groźnego grubcia uchylającego drzwi i przejmującego dokumenty. sprostowanie od Grześka: podobno przy składaniu dokumentów wlazł do środka, gdzie obsługiwał go 1 gruby oraz 1 chudy Mongoł. natomiast przy odbiorze nie zostaliśmy już wpuszczeni.

Rosja
konsulat w Krakowie
180 zł (albo coś koło tego) + 60 zł voucher wyrabiany w biurze obok
czekaliśmy tydzień z tego co pamiętam
również dziwna i napięta atmosfera.

Chiny
ambasada w Warszawie
220 zł
również tydzień oczekiwania
przed ambasadą kolejka na ok. 2 h stania, taki przedsmak chińskiego tłoku na dworcach:)

najpierw złożyliśmy w Warszawie wniosek o wizę mongolską, po tygodniu wróciliśmy żeby "przełożyć paszporty" do chińskiej ambasady (trzeba było wszystko odpowiednio zgrać, bo ambasady czynne są w wybranych godzinach i w wybrane dni, znajdują się w różnych miejscach w stolicy. dodając do tego kolejkę przed chińską ledwo zdążyliśmy to zrobić jednego dnia). po tygodniu znowu trzeba było odebrać paszporty - udało nam się jakoś wykombinować, że odebrała je Ola, która jechała z nami i dopiero składała tego dnia swój paszport do chińskiej ambasady. dopiero mając wizy do Mongolii i Chin udaliśmy się do rosyjskiego konsulatu w Krakowie.

będąc w Hiszpanii nie wpadłam na to, że mój paszport się nie roztroi i nie uzyskam wszystkich wiz w ciągu tygodnia, dlatego wyjazd opóźnił się o kilka dni, choć i tak wszystko załatwiliśmy w stosunkowo ekspresowym tempie.

bilet na transsybir relacji Moskwa-Irkuck kupiliśmy przez internet dzięki pomocy koleżanki dobrze ogarniającej rosyjski, kosztował około 500 zł

tak zaopatrzeni mogliśmy w końcu stanąć na wylotówce z Krakowa!

Niestety napis "Chiny" wywoływał u kierowców jedynie uśmiechy, przez 2 h nikt się nie zatrzymał -.- Po zmianie na "Warszawa" w końcu ktoś nas zabrał. Obok mnie nasze plecaki - udało nam się spakować do 30-litrowych :D

czwartek, 26 lipca 2012

on the road again


za duzo by pisac.

dosc, ze dotarlismy w koncu do Mongolii, wczoraj caly dzien stopem spod granicy (zamykaja na noc!) z czworka wesolych Mongolow scisnieci na tylnym siedzeniu, zdazylismy juz poczuc tutejszy bezkres przestrzeni i popodziwiac piekne gory z rozrzuconymi wokol nielicznymi jurtami i stadami koni, krow i koz pasacymi sie gdzie popadnie. pieknie!!!
dzis lazenie po Ulan Bator, glownie w poszukiwaniu wedki, jutro wyjezdzamy w 'dzicz' na pare dni i Grzesiek chcialby cos zlowic :D pozniej Gobi i Pekin.

nad Bajkalem lalo i po pierwszym dniu, przemoczeni, wrocilismy do Irkucka. na wyspe niestety nie dotarlismy, ale bedzie tam czekac na nas jeszcze, na inny, bardziej sloneczny raz.
z mila parka, ktora nas zabrala na stopa zwiedzalismy okolice Bajkalu w drodze do Ulan Ude, w ktorym nawet sie nie zatrzymywalismy- kierowalismy sie prosto tutaj.

kolej- smieszne doswiadczenie, w sumie bardzo szybko zlecialo! ale wylazenie na nasze gorne lozka i ciasnota doprowadzaly juz powoli do szalu i zalamania nerwowego.
niezapomniany prysznic z butelki w kiblu. mniam.
bylismy chyba jedynymi na caly nasz wagon, ktorzy pili wodke; poza jedna noca, kiedy poznalismy pare Rosjan - ich nikt nie przebije, nie mielismy i dalej nie mamy co do tego zludzen :) budzili nas o 2 w nocy i o 7 rano zeby pic dalej...hm.

Moskwa wielka i szara, oczywiscie zbyt droga. w sumie bez szalu.
dojazd tam od granicy lotewskiej jednym stopem- czyli ponad 600 km - jeden z dluzszych w ogole:)


spac ide, bo jutro wyjezdzamy rano - tj. kolo 10 ;p, dobranoc! (kiedy tutaj 1. w nocy, w Polsce dopiero 19., fajnie, nie?:D)